Szczęście Nigdy w życiu nie śmiałam się tak często. Nie wiem co to za dziwne uczucie, że nawet złość jest zabawna xD wszystkie uczucia zmieniły swój wymiar :) skomentuj (0) Osobowość pchły Zastanawiam się od jakiegoś czasu co kształtuje moją osobowość. Dlaczego tak bardzo różnię się od ludzi, których spotykam i co mogło sprawić, że widzę świat zupełnie innymi oczami? Gdy słucham słów krytyki, nie zawsze z pokorą, od razu mówię "nie", choć często biorę sobie wszystkie wypowiedziane uwagi głęboko do serca. Jest coś we mnie środku, co każe mi zawsze i od początku mojego istnienia robić coś na przekór innym, mówić "nie" i robić po swojemu. Pamiętam to z dzieciństwa. Pamiętam, że chodziłam przeciwległym chodnikiem, że wszyscy we Francji mijali drzewo na rynku z lewej strony, a ja musiałam z prawej. Gdy ktoś mówił "nie da się" - ja twierdziłam, że pokażę, że się da, żeby tylko zrobić inaczej niż inni! Gdy myślę sobie o tym głębiej, dochodzę do wniosku, że to życie "inaczej" niż wszyscy bardzo zdeterminowało całą moją osobowość. Dziś naprawdę jestem inna, i w dobrym i często w bardzo złym kontekście tego znaczenia. Czy to znaczy, że jeśli w mojej młodości wszyscy akceptowali, a później już nawet nagradzali moją chęć robienia wszystkiego na przekór - nacechowali mnie na całe życie? A z drugiej strony, czy można powstrzymać ciekawskie dziecko przed próbami doświadczania świata na miliony sposobów więcej niż wszystkie inne dzieci? Czy to, że zastanawiałam się nad żywotem mrówki, że musiałam "wychowywać" konia, czy to sprawiło, że dziś jestem wrażliwa? A może kłótnie, agresja, odpowiedzialność, smutek, żal,strata - wszystko to przeżyte zbyt wcześnie, by można to przeżyć? Skąd w ludziach bierze się owa wrażliwość na świat? Dlaczego niektórzy ludzie okazują się zbyt wrażliwi na otaczającą nas rzeczywistość i czy już się z tym urodzili? W moim świecie, jeśli płakać to rzewnymi łzami, jeśli śmiać się - to na cały głos i całą buzią. W moim świecie odczuwa się złość całą sobą i jeszcze na kilometr pola magnetycznego wokół. Tu w środku jest jaskinia, w której mroczne zakamarki wydają mi się być bardzo surowym i niewygodnym domem, zbyt ciemnym, zbyt smutnym - by można w nim było mieszkać na codzień. Uciekać w swoje światy, w zapomnienie, w marzenia, w pasje, w wyobraźnie i sny. U mnie jest milion przemyśleń na sekundę, albo jedno przemyślenie przez cały miesiąc. Jest optymizm jak stąd do Chin i pesymizm jak głęboki jest ocean. Dziś kolega powiedział mi, że artyści to ludzie, którzy mają swoje zdanie i choćby im wszyscy na około mówili, że tworzą brzydkie obrazy, oni i tak będą robić po swojemu. Jeśli Salvador Dali i Vincent van Gogh zgadzaliby się z teorami ludzi ich krytykujących - jaki mielibyśmy dziś świat? Bez słoneczników i nosorożców? Czy artysta w dzisiejszych czasach nazywa siebie samym artysą ?Wydaje mi się, że to zbyt aroganckie. Dziś mówi się, że się jest innym, wrażliwym, takim trochę odstającym ? piszę wiersze, opowiadania, maluję obrazy na ścianach, robię zdjęcia, filmy. Próbuję coś z siebie wydusić, odkąd pamiętam próbuję wszystkim wytłumaczyć jak JA widzę świat. I chciałabym, żebym zanim umrę chociaż jedna osoba odczuła kałużę deszczu targaną ostatnimi kroplami mżawki tak samo boleśnie, głęboko i chaotycznie, jak ja czuję, gdy ciemne kręgi wody rozstępują się aż do brązowego błota, jak za dotknięciem szpilki. Pstrk, kropla wpadła, nastał spokój. skomentuj (1) |